Migotania, diagnoza niekardiologiczna.

Długa, subiektywna i poruszająca recenzja czterech zeszłorocznych numerów kwartalnika literackiego wydawanego przez Fundację Światło Literatury.

Migotania, diagnoza niekardiologiczna. Roczny ogląd kwartalnika „Migotania”

Zbigniew Radosław Szymański

 

Niech Ciemni swój chleb pożywają w ciemnościach; na światło dnia nie należy – wypędzać ślepych nietoperzy (Jacek Geisler Migotania, 4-2105,Poszczekadła Czwarte)

 

Migotań nie sposób nie zauważyć. Format A3 skutecznie przysłania wszystkie inne periodyki. Nawet Akant, miesięcznik słusznych rozmiarów, kryje się w gdyńskim MPIK-u za szerokimi barami gdańskiego kwartalnika. Są Migotania gazetą literacką, o czym informuje nas winieta strony tytułowej, co jest dla mnie szczególnie ważne, gdyż nie chcę tracić czasu na kulturalne dzielenie włosa na czworo, by zgodnie z normami unijnymi i poprawnością polityczną zastanawiać się, co jest literaturą, a co nie. Redakcja określiła linię pisma jasno: Gazeta literacka. Dowiadujemy się również ze strony tytułowej, że kwartalnik jest wydawany przez Fundację Światło Literatury. Trochę mnie to przeraziło, bo bałem się, czy to światło mnie, przywykłego głównie do lektury gazetek z supermarketów, zanadto nie oślepi, a poza tym pamiętałem, jakimi fajerwerkami blichtru i wymuszonego snobizmu raził po oczach pewien, przez jakiś czas nawet gdyński, kwartalnik, mieniący się światłem latarni już w nazwie. Migotania migoczą dyskretnie, na tyle mocno, że można je czytać przy energooszczędnych żarówkach, które być może energię oszczędzają, ale wzroku czytających, już nie. Można je też czytać przy świetle mojej ulubionej menory, która sama wie najlepiej, co warte doświetlenia. Niekiedy tylko, trudno jest odczytać ciemną czcionkę pisma na ciemnym tle zamieszczanych tu grafik i fotografii, ale przy pomocy lupy i ten problem daje się przezwyciężyć.

Zresztą autor zamieszczonego na stronie tytułowej (Migotania, 1- 2015), wiersza Krajobraz i ślepia,Wojsław Brydak, sam sobie winien, gdyż fotografia stanowiąca ciemne tło dla ciemnej czcionki jego wiersza, jest również jego autorstwa. Może to chwyt marketingowy, im bardziej bowiem coś trudne do dojrzenia tym mocniej przyciąga naszą uwagę?

W kocich ślepiach przegląda się kosmos,/My, życie, jesteśmy jego zwierciadłem. Może po totylko/kosmos nas ma? czytamy myśl tego wszechstronnie utalentowanego autora. My, życie, jesteśmy tłem, krajobrazem, a czym są w takim razie tytułowe ślepia? To my, czytelnicy i wiersz. To doskonała metafora naszej dwoistości i podziału na sferę cielesną i duchową. Jednocześnie jesteśmy życiem, czyli krajobrazem i tłem oraz życiem-kosmosem, który to życie nami i ślepiami wiersza ogląda.

Dobrym zwyczajem jest zamieszczanie na okładce motta będącego cytatem z wiersza jednego z prezentowanych w numerze autorów. W numerze pierwszym minionego roku tym mottem jest cytat z wiersza Zwinęła się różą nim zdążyła wystrzelić polsko-arabskiego poety Hatifa Janabi: Niemymkamieniom wolno pozostać milczącymi do ostatniej kropli wody.

Jako znany z kamiennego serca czytelnik powinienem więc zamilknąć „do ostatniej kropli wody”, czyli lektury kwartalnika od pierwszej do ostatniej strony. Nie woda jednak sączy się z jego łam, a nawet jeśli potraktować to jako metaforę, to woda ciężka, czyli taka, jakiej można użyć do broni masowego rażenia, a nie jakiś słodkawy syrop, rodem z literackiego „Pudelka”. Ciężka woda, ciężkie brzemię i dla redaktorów, i dla czytelników, ale czego innego oczekujemy od pism literackich? Ułatwionej prozy mamy dość na co dzień, a poezji lekkiej, łatwej i przyjemnej nie brakuje w naszej pop codzienności.

Są pisma literackie, których lektura nobilituje w oczach goniących za nowościami zblazowanych salonów, do których pasuje fraszka satyryka: Literatura współczesna to pozór/a jej język – nie język a ozór, oraz takie, które mozolnie czynią, co do literatury należy, oswajając nas z faktem naszej przemijalności. Mottem numeru (Migotania, 3-2015) jest cytat ze sporego wyboru wierszy drukowanych w tym numerze, poety starszego pokolenia Tadeusza Kijonki: Bo jaki w istocie masz wybór/nie licząc kropli wody,/drobiny chleba i łyku tlenu/po ostatnie uderzenie serca?

Lektura Migotań wciąga i uzależnia jak narkotyk. Zastanawiałem się, dlaczego – a niejeden z dopalaczy już poznałem – tamte do uzależnienia nie doprowadziły, zaś Migotania zniewoliły już po pierwszym kontakcie. Myślę, że to dlatego, iż redaktorzy potrafili odpowiednio wyważyć wysoki poziom nowości, która niekoniecznie musi schlebiać gustom literackiej młodzieży czy krytykanckich cmokierów z tym, co już na dobre w polskiej prozie i poezji zadomowiło się, a co próbuje się w merkantylnej pogoni za nowością zepchnąć w literacki czyściec.

O lubianym przeze mnie autorze Pod powierzchnią Pogody i Historii, Krzysztofie Gąsiorowskim, pisze w  pierwszym numerze 2015 roku Andrzej Wołosiewicz. Tytuł dość prowokujący: Gąsiorowski między Różewiczem a Miłoszem, czyli gdzie? Gąsiorowski zmarły w 2005 roku poeta już odpowiedź na to pytanie zna. My możemy tylko snuć przypuszczenia. Nauczka z tego: śpieszmy się rozmawiać z poetami, bo tak szybko odchodzą. Niestety, tych rozmów w naszym życiu artystycznym brakuje. Brakuje mądrych, bez zacietrzewienia, polemik. Albo i z zacietrzewieniem, ale nie „ad personam”, lecz odwołującym się do płynącego od owych person przesłania.

 

Że ludzkość diabli biorą, to nie dziwota: przyszedł swój do swego po swoje i bierze (Jacek Geisler, Trzecie Poszczekadła, Migotania, 1-2015)

 

Gąsiorowski umiał rozmawiać i co nie mniej ważne, myśleć. Różewicz i Miłosz, ich dzieło, było przedmiotem jego dogłębnych nad obu autorami studiów. Warto zapamiętać myśl Gąsiorowskiego zawartą w eseju Poezja wobec swych teraźniejszości, przywołaną przez Wołosiewicza: Trwają gwałtowne lato i jesień tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego pierwszego roku. Przyjrzyjmy się udziałowi literatury i wywiedzionej z literatury refleksji humanistycznej w życiu publicznym ostatnich miesięcy. Nie jest on wielki, chociaż zza gorączkowych dyskusji słychać raz po raz porażające milczenie syren i czekamy na słowa, które nas prawdziwie odnajdą, nie tylko wyrażą. Gdyby nie literacka Nagroda Nobla dla Czesława Miłosza, która stała się czymś w rodzaju konformistycznego alibi dla środowisk literackich i życia literackiego – ten udział byłby niemal niewidoczny.

To bardzo ważna myśl, gdyż może właśnie przez milczenie tych, którzy przez całe dziesięciolecia mienili się być sumieniem narodu, tak a nie inaczej potoczyły się losy kraju. Powie ktoś, że to megalomania, przecenianie literatury, ale proszę zauważyć, co dali nam ci, na których skierowany był wzrok zdezorientowanego społeczeństwa. Zamiast rzeczowej nauki, zamiast przeprowadzenia nas Polaków przez labirynt ścieżek rodzącego się nowego systemu, otrzymaliśmy połajanki, narzekania na Ciemnogród i moherową świadomość. Coś na ten temat możemy znaleźć w recenzji Eugeniusza Kurzawy, ktory omawia zbiór esejów Jana KurowickiegoO pożytkach ze zła wspólnego (Migotania, 4-2105). Już sam tytuł prowokuje do tego, by przyjrzeć się wywodom tego znakomitego eseisty-skandalisty, o którym Kurzawa tak pisze: Nie żałuje sobie Jan Kurowicki, żeby zaczepić także „Inteligencji jako klasy sług” – i jest to zbieżne z tym, co o owej klasie napisałem w recenzji ostatniego Autografu dla Gazety Świętojańskiej. Kurowicki pisze: Wiadomo, że antykomunizm i wykluczenie marksizmu stanowią u nas podstawowe idee dla legitymizacji kształtowanego po 1989 roku ustroju (…) Stało się to głównie za sprawą tych inteligentów, którzy jeszcze przed czerwcowymi wyborami deklarowali przywiązanie do socjalistycznej ojczyzny i marksistowski światopogląd. A był ich doprawdy legion. To oni (poza wąską grupą) po politycznym recyklingu nawrócili się na „prawdziwą” dla Polaków wiarę.

Zgodne to z poglądami Marksa, u nas spychanego w niebyt, a w Europie wracającego do łask: Który (cytuję za Kurzawą) dawno temu wskazał, że inteligencja jest tylko klasą sług. Jej praca, działalność polega na legitymizacji każdego aktualnie istniejącego ustroju.

Inteligencji, która mieni się być autorytetem moralnym dla rodaków dedykuję aforyzm Jacka Geislera (Migotania, 2-2015): Kto lubi występować w roli Moralnego Autorytetu, ten jest świnia atestowana, świnia – na gwarancji.

Na gwarancji, czyli jest nadzieja, że się jeszcze da naprawić. To inteligencję, jako klasę społeczną, miał zapewne na myśli Grzegorz Zyzik, pisząc wiersz Normalsi (4-2015):

Nie mówią nigdy nie.

Przechodzą na zielonym świetle.

Zawsze czytają instrukcje.

Nie wychylają się.

Mógłbym dać im kilka rad,

ale zawsze wiedzą lepiej.

Siedzę na dachu i bardzo mi się tutaj podoba.

Używam wolności jak artysta i siedzę sobie na dachu.

Wypada tylko żałować, że się nie jest artystą.

Silną bronią Migotań są eseje. Ten Cezarego Sikorskiego (Migotania,4-2015) Unicestwij liczbę, zatańcz pomarańczę, będę pewnie czytał jeszcze długo, tak wiele wątków dotyczących poezji i filozofii w nim znajduję. To esej z tych szczególnie ważnych, pisanych nie dla łatwego poklasku. Z tych traktatów, które trzeba czytać wielokrotnie i wnikliwie, by nie uszła uwadze żadna z myśli autora. Dla wytchnienia zaś sięgam po esej Janusza Wałka (Migotania, 4-2015), który takim wstępem poprzedza swój mikroskopijny Traktacik o malarstwie: Zanim zetknąłem się z prawdziwym malarstwem przeczuwałem je, na swój sposób, w obrazach, jakie otwierała przede mną codzienność, w światłach i barwach zwyczajnych dni, w pejzażach, ludziach i zwierzętach, pośród których dorastałem. To by potwierdzało tezę, że artysta jest tylko narzędziem w ręku Stwórcy i to wszystko, co dla nas tworzy, istnieje obiektywnie, on zaś jest tylko tym, który potrafi to dojrzeć i wydobyć z niebieskich mgławic. Przeczy również sztuczności sztuki.

Znaczna cześć Migotań, poświęcona jest poetom i interpretacjom ich wierszy. Wybieram sobie z tej masy co smakowitsze kąski, smakowitsze dla mnie, ale, że menu bardzo bogate, więc każdy z czytelników znajdzie coś dla siebie. O poezji Stanisława BarańczakaPoszukiwanie sytuacjigranicznej pisze Anna Łozowska–Patynowska (Migotania 1-2015). Dla mnie, stawiającego owego poetę w jednym szeregu z naszymi najwybitniejszymi, ważna wydaje się myśl eseistki: Barańczak przeżywa otaczający świat, który jest produktem systemu socjalistycznego, nie potrafi go zrozumieć, ani tym bardziej zaakceptować. (…) Barańczak każe swojemu bohaterowi nie tylko myśleć realnie o uczestniczeniu w życiu zbiorowości, co będzie widoczne w jego późniejszych zbiorach, ale kierować się przede wszystkim wewnętrznymi zasadami etycznymi.(…) Świat przenika człowieka i człowiek jest w stanie współtworzyć ten świat, czyniąc go lepszym.

Jeżeli świat przenika człowieka, to przenika go także tego świata brud i zakłamanie, czy więc tak zdeformowany homo niegdyś sapiens, dzisiaj mercator, potrafi ten świat uczynić lepszym?

Nie jest zadaniem poety martwić czytelnika, odbierać mu nadzieję, że w tym czekającym go zaświecie nie będzie musiał nosić starego garnituru znoszonego człowieczeństwa. Chyba zapomniał o tym Edward Zyman, gdy w wierszu dedykowanym pamięci Tadeusza Różewicza Ciężko jest żyć(Migotania, 2-2015) pisze: Nie ma bowiem/żadnej gwarancji/że w innym/lepszym/świecie/człowiek/przestaje być/człowiekiem.

Czyli i tam, w tym „lepszym świecie”, przyjdzie nam nosić swój garb człowieczeństwa. Gdy nasi nierządnicy z jakiegoś tam kolejnego nie-rządu obdarowali nas nic nie wartymi świadectwami udziałowymi, to chociaż obiecali dostatnią emeryturę w tropikach.

Niekiedy recenzje stają się esejem. Tak jest w przypadku zamieszczonego eseju ks. Jana Sochonia o innym księdzu (Migotania, 2-2015), a przy tym poecie Janie Twardowskim: Ksiądz Jan Twardowski –poeta nowoczesny? Sochoń przytacza słowa prof. Piotra Śliwińskiego, który reprezentuje w krytyce literackiej nurt nie uznający Jana Twardowskiego za twórcę godnego XX wieku: Chociaż nowatorstwo przestało być fetyszem(…), pisanie takie, jakby w ostatnich dziesięcioleciach nic się nie stało i literatura mogła nadal (…) pełnić rolę przewodniczki po jałowej ziemi, a ponadto jakby komunikatywność nie wiązała się z żadnymi intelektualnymi stratami i nie narażała na uszczerbek prawdy, budzi i będzie budzić zrozumiały sprzeciw.

No to nareszcie zrozumiałem, dlaczego w Polsce, w przeciwieństwie do naszych wschodnich sąsiadów, gdzie na spotkania autorskie z poetami przychodzą tłumy,  u nas pisanie komunikatywne, dla ludzi, traktowane jest jako jakaś chorobliwa mania. Być może literaccy „zawodowcy”, przeczytawszy już wszytko, co tylko możliwe, czują znużenie powracaniem tych samych rudymentarnych motywów w literaturze i wybierają  manię wszelkiego grafoudziwniania, bez oglądania się na sens, logikę i piękno poetyckiej frazy. Teraz rozumiem werdykty Nagrody Literackiej Gdynia, którymi to profesor, jako przewodniczący jury, zarządzał. To jest zabijanie poezji, zabijanie literatury, produkcja frustratów, których nikt czytać nie chce. Jestem przekonany, że pamięć o ks. Twardowskim, zapał do czytania jego wierszy, przetrwa chwilowe mody na profesorskich pupilków. Josif Brodski pisał: Naród, który nie czyta poetów, skazuje się na niższe formy artykulacji. Taką niższą formą artykulacji jest postmodernistyczny bełkot wybrańców zdegenerowanej krytyki.

Eseje ks. Sochonia są mocnym punktem Migotań. W  tekście Wicher międzyplanetarny (Migotania, 4-2105) poświęconym poecie Janowi Lechoniowi, tak ksiądz poeta pisze: Sądził (Jan Lechoń) natomiast, że to „wicher międzyplanetarny” (czyżby Bóg chrześcijan?) sprawił, że miłość i śmierć – podstawowe egzystencjalne prawidła decydują o równowadze i harmonii bytu.

Być może są tacy, którzy temu zaprzeczą. Do nich skierowane są słowa ks. Jana Sochonia z wiersza Czterowiersz (Migotania, 2–2015): Boga nie ma:/rzeczywiście, nie ma.//kiedy życie jest puste,/bez celu.

Niechętnie zabierałem się do lektury recenzji książki Stanisława Obirka Polak katolik? (Migotania, 4-2015), byłego jezuity, nad którą pochylił się Andrzej Wołosiewicz, chociaż podejrzenie wobec autora recenzji, że pójdzie tropem łatwego antyklerykalizmu nie powinno wobec tego myśliciela mieć miejsca. Rzeczywiście nie poszedł. Myśli, które formułuje są wyważone i o dziwo ja, moherowy recenzent, z większością ich się zgadzam, co więcej, poszedłbym nawet dalej, formułując tezę, iż pontyfikat Jana Pawła II był sporym rozczarowaniem nie tylko dla wyznawców południowoamerykańskiej Teologii Wyzwolenia, ale też wielkim nieszczęściem dla Polaków, którzy z nauk naszego wielkiego rodaka jeśli cokolwiek przyswoili, to tylko wygodny estetyzm poetyckich wizji, a najczęściej tyle, że nam, teraz, gdy mamy swojego Papieża, wszystko się należy od świata, Europy i samego Pana Boga. Ten przedwczesny triumfalizm, spowodował, że popadliśmy w narodową megalomanię, gdy tymczasem nasze błądzenie po pustyni jeszcze się nie skończyło a nasza ziemia obiecana wybranego narodu dopiero przed nami.

Esejem stają się też niekiedy felietony, zwłaszcza te z ostatniej strony MigotańLeszka Szarugi. Nawet jeśli z poglądami autora zazwyczaj nie zgadzam się, to czytam te felietony z zaciekawieniem, bo Szaruga ma po temu czas i chęci, by zrobić za mnie prasówkę. Tylko, czy czas Szarugi felietonisty, nie zawłaszcza czasu, który mógłby lepiej spożytkować jako Szaruga poeta? Czy bufonada Jacka Dehnela, autora Dziennika roku chrystusowego warta jest, by z nią polemizować?

Migotania (4–2015) prezentują fragmenty  książki eseistycznej Izy Fietkiewicz–Paszek Raport z Kanału Babinka, która to książka ma się ukazać w 2016 roku. Tragiczne dzieje żydowskiej społeczności miasta Kalisz autorka przedstawia układając z wydarzeń i faktów rodzaj mozaiki, tworzącej niezwykle malowniczą i ekspresyjną całość.

Każde pokolenie inaczej traktuje wierność literaturze – mówi reżyser i dyrektor artystyczny Teatru Miejskiego w Gdyni im. W. Gombrowicza, Krzysztof Babicki w rozmowie z Aliną Kietrys (Migotania, 4–2015). W czasach, gdy słowo „wierność” jest niezbyt zrozumiałym, ograniczającym wolność etycznymi imponderabiliami, kłopotliwym bagażem, frekwencja w prowadzonym przez Babickiego teatrze pokazuje, że to raczej nie sprawa pokolenia, ale poważnego podejścia do tego, co się robi. Można z teatrem Babickiego nie zgadzać się, ale nie można mu odmówić owej spychanej w niebyt wierności własnemu wypracowanemu stylowi, wierności autorom prezentowanych sztuk i wierności aktorom.

Migotania kontynuują dobra tradycję zamieszczania w każdym numerze arkusza poetyckiego łączącego w sobie kunszt artysty plastyka i myśl poety, artysty słowa. Podobnie czyni sopocki Topos, ale czy pamięta jeszcze ktoś pierwowzór tych poczynań i kto był ich autorem? To przecież na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku artysta plastyk, a także poeta i animator kultury Grzegorz Borosrozpoczął wydawanie tzw. plakatów poetyckich, dzisiaj będących już białymi krukami poszukiwanymi przez kolekcjonerów. A może warto, by te plakaty wznowić jako wkładkę do Migotań? W numerze 1-2015 plakat ze swoimi wierszami prezentuje poetka młodego pokolenia Aneta Włodarczyk, dla której druk w Migotaniach jest debiutem. Debiut to obiecujący, skoro możemy znaleźć w nim myśl, do której dochodzi się zwykle u schyłku żywota:… mieszkają w nas miejsca, do których nie wrócimy.

Takiej frazy nie powstydziłaby się zmarła w 2005 roku poetka Ludmiła Marjańska, której  obszerny wybór wierszy, poprzedzony mądrym wstępem dobrze w tę poezję wprowadzającym, Marii Jentys-Borelowskiej (Migotania,1-2015), zaprezentowała redakcja. Nawet w najczarniejszych chwilach życia poetki, wiersze jej jaśniały, lśniły, pisze Borelowska. Są one: Sublimatami życiowego bólu.

Ile trzeba mieć w sobie hartu ducha i poetyckiego determinizmu, by w chwilach, gdy materia ciała zda się całkowicie pokonała ducha, pisać Życie to tylko maska z tlenem/a niewiadome tuż za progiem/targuje się z nieznanym Bogiem/o cenę.

W plakacie poetyckim zamieszczonym w numerze 3-2015 znajdziemy wiersze Ewy Olejarz, którejzawdzięczam cytat świetnie pasujący do sytuacji naszego wschodniego sąsiada: gdy raz utracisz imperium,/wtedy nic już nie smakuje./żadna normalność/nie dorośnie do pięt. I dodałbym przenosząc wymowę cytatu na nasz rodzimy grunt, że świetnie oddaje on dylematy naszego rozpieszczonego przez PRL „imperium” inteligencji, która podług własnych pięt rozlicza rzeczywistość.

 

Gadał dziad do Wizerunku/ a Wizerunek: nie chlej dziadu tyle trunków (Jacek Geisler,Poszczekadła Czwarte, Migotania 3-2015)

 

Zapatrzony w mój pusty kieliszek, do którego i Salomon nie naleje (taka powszechna znieczulica), wspominam felieton Piotra Gajdy, stałego felietonisty Migotań, a przy tym poety, w którego wierszu Sommelier (Migotania, 4-2015) znalazłem taki cytat: Noc i umysł głupca szlifowane są tą samą technologią. Nicości. Jak szafir, który perfekcyjnie łączy w sobie/dostojny chłód i przejmującą głębię. Puste jak kieliszek.

Siedząc tak po pańszczyźnianej dniówce (5 zł/h) i wpatrując się w nicość pustego szkła oraz szukając w Migotaniach wypełnienia owej dogłębnej pustki, znalazłem w felietonie Gajdy (Migotania, 3-2015)doskonale oddające mój dylemat słowa Stefana Chwina: Jaką kulturę można dać ludziom, którzy myślą tylko o jednym – jak po dniówce zapomnieć o życiu?

Jedni, by zapomnieć wybierają modne dyrdymałki w rodzaju telewizji czy też pism oddalonych od życia o lata świetlne, inni sięgają po lekturę pism, w których nikt nikogo nie chce przekonać, że to, co ich spotyka na co dzień, jest życiem. Ja to życie znajduję właśnie w Migotaniach, bo jak nie można kochać kwartalnika, w którym na stronie tytułowej (4-2105) znajduję wiersz Jerzego Suchanka O powadze władzy, a  w nim taki fragment:Władca /powinien być/ niewysoki//by jego wzrost/ nie zasłaniał/jego wielkości/i nie przyćmiewał/słońca demokracji/namalowanego na suficie.

 

Towarzysz Wieprzek gramolił się na trybunę:znów palnie mówkę, w której wykaże,że wszyscy są Świniami za wyjątkiem Wieprzy. (Jacek Geisler, Migotania, 4-2015)

 

W posiadanie całego rocznika 2015 Migotań wszedłem przypadkowo, obdarowany przez Przyjaciół, którzy chcieli mi umilić czas w mojej kaszubskiej samotni. Chciałem odwdzięczyć się recenzją, w której omówiłbym to, co nam kwartalnik w owym niespokojnym 2015 roku przyniósł. Przyznaję, zadanie mnie przerosło. Dotychczas do lektury Migotań, chociaż wiedziałem, że istnieją, nie zabierałem się, trochę za sprawą środowiskowych animozji, dając posłuch szeptanej propagandzie zniechęcającej do lektury pisma, które, jak słyszałem, pochodzi z getta PRL-u, a autorzy to zgrana paczka komuchów i agentów TW, z przetrąconym kręgosłupem, indyferentna moralnie. Spodziewałem się więc mocno lewicującej literatury, wybielania życiorysów, przefarbowywanych naprędce na modne, współczesne kolory(róż, kolory tęczy). Znalazłem natomiast pismo niezwykle wyważone, w którym obok autorów znanych mi jeszcze z czasów mojej – jak chcą dziś niektórzy, niesłusznej –  młodości, sąsiadują autorzy chadzający w księżowskiej sutannie, a także awangardowa młódź literacka i osoby płci bliżej nieokreślonej (trzeciej?). Jak to się udaje, że redaktor Zbigniew Joachimiak potrafił skupić wokół pisma tak znakomitych autorów, pozostaje dla mnie zagadką. Nie wszystkich oczywiście w tym moim szkicu wymieniłem, pominąłem wielu prozaików i poetów, bez hierarchizowania jednak, kto gorszy czy lepszy. Literatury miałkiej wśród materiałów z 2015 roku nie zauważyłem, więc ci, których pominąłem, niech nie czują się dotknięci. Napisanie recenzji każdego zamieszczonego tekstu, byłoby przedsięwzięciem na miarę pracy doktorskiej, a ja zakończyłem edukację zaledwie na pięciu klasach szkoły podstawowej.

Myślę, że zaczynam rozumieć moje Migotaniami zauroczenie. Autorzy, o których pisałem, są bowiem zbliżeni peselem do mojego. Migotania, stały się taką enklawą, w której nie młodość króluje, a jakość i doświadczenie. Redaktora Naczelnego, Zbigniewa Joachimiaka, cenię za wiersze, które miałem okazję wielokrotnie w różnych periodykach i tomikach czytać, ale cenię też za mądry pluralizm prezentowanych poetyk i światopoglądów. Także za umiejętność gry w bilard, którą poznałem podczas pamiętnego, tragicznego z powodu śmierci Ryszarda  Milczewskiego-Bruno, toruńskiego Maja Poetyckiego w 1979 roku. Przegrałem wówczas z kretesem.

Każdy numer Migotań przynosi nam dużą dawkę dobrej prozy, poezji, ciekawą, pisaną bez snobistycznego zadęcia eseistykę. Także dogłębne recenzje, które z olbrzymiej ilości wydawanych książek przybliżają dla nas to, co najwartościowsze. Stałym elementem jest zamieszczany na ostatniej stronie felieton Leszka Szarugi: Wyprasowanie, z którym się zwykle pięknie nie zgadzam, oraz aforyzmy i fraszki Jacka Geislera, z cyklu: Poszczekadła. Można też liczyć, że spotka się w każdym numerze felieton Piotra Gajdy, fragmenty Dziennika włoskiego Grzegorza Musiała. Także plakat poetycki i Stronę z manuskryptem, gdzie możemy przeczytać wiersz autora uchwycony in statu nascendi, odręcznie (coraz rzadsza przypadłość) pisany, ze skreśleniami, zmianami i śladami szlifowania stylu.

Cieszy, że w naszym odwiecznie gdyńskim Gdańsku są ludzie, którym się chce wydawać kwartalnik literacki, którzy wierzą w siłę literatury. Smuci, że redakcja boryka się z problemami finansowymi, a przecież pismo, które ukazuje się już ponad dziesięć lat i do którego, mimo braku honorariów (podobno – to też informacja szeptana) chcą pisać znamienici autorzy, nie zostało jeszcze uznane za nasze kulturalne dobro narodowe i otoczone należytą opieką instytucji za kulturę odpowiedzialnych. Polityka nowego rządu nie nastraja optymistycznie. Nie wiem, czy słuszne jest przesunięcie i tak szczupłego budżetu z dotowania wydarzeń artystycznych na instytucje owe wydarzenia konserwujące. Nie wiem, czy to uczciwe, by muzea czynu zbrojnego pochłaniały tak znaczną część pieniędzy z puli przeznaczonej na kulturę. Może należy utworzyć osobne Ministerstwo Pamięci Narodowej? Nie udało się wciąż jeszcze (poza wyjątkami) stworzyć warunków dla mecenatu prywatnego, więc rozdzielając granty, należy zachować szczególną ostrożność, by nie zniszczyć drzemiącego w naszym społeczeństwie potencjału artystycznego. Sztuka jest albo wysoka, albo żadna, czyli taka, która nawet jeśli jest, to do niczego nie jest potrzebna. Pseudo filmiki, seriale, frymuśne gry i zabawy ludu polskiego są tylko mniej czy bardziej wybredną rozrywką i nie powinny uszczuplać budżetu przeznaczonego na doznania wyższego rzędu.

Kwartalnik Migotania zaczynał 14 lat temu jako Migotania. Przejaśnienia. Z wiekiem, w te optymistyczne tytułowe „przejaśnienia” redakcja przestała wierzyć. Pociemniała też szata graficzna, dostosowując się do stanu psychicznego redaktorów. Pozostały tylko Migotania, przypadłość serc zmęczonych życiem i walką z przeciwnościami. Zadbajmy więc, by Migotania nie stały się przyczyną ostatecznego zejścia, czytając i kupując gdański kwartalnik. Nie niszczmy tego, co wyrobiło sobie w naszym chaotycznym światku literackim wysoka markę, prezentując szeroki wachlarz artystycznych postaw . Odpowiedzmy na apel redakcji:

Wszystkich Czytelników, Autorów oraz Przyjaciół „Migotań” zapraszamy do wsparcia finansowego naszej Gazety poprzez jej prenumeratę. Tylko dzięki Waszej pomocy będziemy w stanie przetrwać na trudnym rynku oraz drukować Wasze teksty. Dziękujemy za pomoc! Redakcja kwartalnika.

„Migotania”. Kwartalnik literacki. Dawniej – „Migotania, przejaśnienia”. Wydawca: Fundacja Światło Literatury.

Strona internetowa (m.in. numery archiwalne w pdf): www.migotania.pl

„Migotania, przejaśnienia” redagowane były pierwotnie przez czteroosobowy zespół: Zbigniew Joachimiak – redaktor naczelny, Antoni PawlakMichał PiotrowskiWładysław Zawistowski. Obecny skład Redakcji:

Redaktor naczelny: Zbigniew JoachimiakSekretarz redakcji:Karolina ZdanowiczRedakcja:Marta Fox,Maria Jentys-Borelowska,Jerzy Suchanek,Andrzej Wołosewicz,Bogusław ŻyłkoDział tekstów:Agata Foltyn.

Za: Gazeta Świętojańska

Tagi