27.01 Spotkanie autorskie z Krzysztofem Jackowskim, Empik Galeria Bałtycka

Tam, gdzie policja pozostaje bezradna, do akcji wkracza Krzysztof Jackowski. Dzięki swoim niezwykłym zdolnościom wskazuje miejsca, w których znajdują się ciała samobójców i ofiar morderstw, pomaga odnaleźć zaginionych a nawet opisuje przebieg zbrodni, rozwikłując kryminalne zagadki po wielu latach. W książce „Jasnowidz na policyjnym etacie” (Wydawnictwo SQN) słynny „jasnowidz z Człuchowa” w rozmowie z funkcjonariuszem policji Krzysztofem Janoszką opowiada o tajnikach swojej pracy, głośnych sprawach, w których pomagały jego wizje, słynnych zaginięciach Iwony Wieczorek i Ewy Tylman, śmierci Andrzeja Leppera czy zastraszaniu przy próbie wyjaśnienia zabójstwa Piotra Jaroszewicza. Ta lektura zadziwia i wstrząsa jednocześnie. To niezwykłe świadectwo walki o prawdę człowieka, który nauczył się słuchać szeptu zmarłych.

„Żaden jasnowidz nie przyczynił się do odnalezienia zaginionego”, twierdzi rzecznik prasowy policji. Jak to więc możliwe, że istnieją dokumenty i relacje funkcjonariuszy jasno wskazujące na to, że Krzysztof Jackowski pomógł w rozwiązaniu wielu spraw?Jeden z policjantów – Krzysztof Janoszka – postanowił sprawdzić, gdzie leży prawda. 17 stycznia ukaże się jego książka „Krzysztof Jackowski. Jasnowidz na policyjnym etacie”, w której autor szuka odpowiedzi na pytanie o skuteczność wizji najsłynniejszego polskiego telepaty.

Publikacja w przedsprzedaży dostępna jest na www.idz.do/reporter-jackowski

Książki szukaj także od 17 stycznia w salonach Empik w całej Polsce oraz dobrych księgarniach.

Fragment książki:

Pod koniec 1998 roku w Krakowie doszło do brutalnego morderstwa 23-letniej studentki religioznawstwa – Katarzyny Zowady. Zabójca zdjął z jej tułowia skórę oraz obciął kończyny.

Dziewczyna była miłą i skrytą osobą. Nie lubiła tłumu, nie chodziła na głośne imprezy ani dyskoteki. Po śmierci ojca popadła w depresję. Kilkukrotnie zmieniała kierunek studiów. Najpierw była psychologia, potem studia historyczne, aż w końcu zdecydowała się na religioznawstwo. Na kilka miesięcy przed śmiercią Kasia przestała uczęszczać na zajęcia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Udawała przed matką, że dalej w nich uczestniczy. (…)

Śledztwo dotyczące zabójstwa Katarzyny, które toczyło się od momentu wyłowienia z Wisły fragmentu skóry, zostało umorzone w 2000 roku z powodu niewykrycia sprawcy. Policjanci Archiwum X cały czas jednak pracowali nad tą sprawą. W połowie października 2011 roku to właśnie oni wnioskowali do prokuratora o skorzystanie z pomocy Krzysztofa Jackowskiego. Pierwszy raz w historii polskiego prawa jasnowidz został czynnie włączony do prowadzonego śledztwa. Krakowska prokuratura powołała Jackowskiego jako specjalistę z zakresu jasnowidzenia.

Do eksperymentu procesowego z udziałem jasnowidza doszło w budynku Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Uczestniczyło w nim trzech policjantów z Archiwum X oraz prokurator, których rola sprowadzała się do obserwowania Jackowskiego i notowania wszystkiego, co powiedział. Do dyspozycji dali mu misia należącego do zamordowanej studentki. Jasnowidz nie miał dostępu do akt ani nie posiadał jakichkolwiek informacji operacyjnych. Całą procedurę nagrywano kamerą.

Wszyscy byli zaskoczeni tym, co powiedział Jackowski. Jego wizje bowiem pokrywały się w całości z ustaleniami śledztwa – nawet tymi, które nie były znane opinii publicznej – oraz wskazały na kilka nieznanych wcześniej szczegółów. Mimo że powyższe czynności trwały prawie cały dzień, śledczy poprosili Jackowskiego o pozostanie w Krakowie i kontynuowanie pracy nazajutrz.

Na drugi dzień funkcjonariusze wezwali także policyjnego rysownika, którego obowiązkiem było naszkicowanie twarzy domniemanego sprawcy morderstwa na podstawie informacji, które poda mu Jackowski. Stawiał dużo szczegółowych pytań. Zadanie było trudne do wykonania. Gdy jasnowidz zobaczył efekt pracy rysownika, przekonał się o jego profesjonalizmie. Twarz wyglądała niemal identycznie jak ta, którą „zobaczył” w swojej wizji. Gdy policjanci obejrzeli naszkicowany portret, zaczęli między sobą szeptać. Jeden z nich przyniósł gruby plik zdjęć przedstawiających twarze różnych ludzi. Prokurator zadał pytanie, czy któryś z przedstawionych na fotografiach mężczyzn mógł być tym z jego wizji. Jackowski w pośpiechu przetasował zdjęcia, aż w końcu znieruchomiał. W ręce trzymał fotografię przedstawiającą twarz z rysunku. Oto miał przed sobą dwie twarze: z rysunku i fotografii. Policjanci i prokurator zaniemówili. Najpierw odezwał się oskarżyciel, oświadczając, że tylko trzy osoby spośród kilkudziesięciu mogą pasować do tej sprawy. Reszta to przypadkowe fotografie z innych postępowań. Wskazanie Jackowskiego było jednoznaczne, zarówno na rysunku, jak i na zdjęciu. Wytypowany przez niego człowiek znajdował się w kręgu podejrzanych od samego początku śledztwa, które wszczęto kilkanaście lat temu. Jackowskiemu wystarczyło kilkadziesiąt minut, aby wytypować domniemanego sprawcę.