Recenzja dwumiesięcnzika „Topos” (2/2017)

Recenzja dwumiesięcnzika „Topos” (2/2017)

Na co poeci, czyli poeta w obronie swojego (naszego) toposu

Zbigniew Radosław Szymański

Bogowie niby wciąż żyją, ale gdzie indziej: tam, w górze;/ Działają w innym świecie i tak nas chcąoszczędzić,/Że zgoła nie zważają, czy w ogóle żyjemy – 7-konstatuje F. Holderlin w elegii Chleb i Wino (strofa 7, tłum. A. Libera), by idąc tropem tej myśli pytać: I w ogóle na co komu w tym marnym czasie poeci?. A jakiż to marny czas?: Zaiste, jakiś czas temu-nam się wydaje to dawno-/Ci, dzięki którym życie było szczęśliwe, odeszli.

W Holderlinowej wizji dziejów szczęśliwy czas kończy się na Chrystusie. Po Jego odkupicielskiej śmierci zapada zmierzch, noc świata, epoka braku Boga, oczekiwanie na paruzję. Cóż więc nam, śmiertelnym pozostaje, czy tylko opisana tak plastycznie przez S. Kierkegaarda Bojaźń i drżenieMartin Heidegger odczytuje myśl poety jeszcze radykalniej: Brak Boga oznacza jednak jeszcze coś gorszego. A mianowicie: że nie tylko nie ma już bogów i Boga, ale że w dziejach wygasł nawet blask boskości. (M. Heidegger, Na co poeci, Topos, tłum. A. Libera).

Świat pozbawiony blasku, noc świata, nie jest nieodwracalna: Epoka, która utraciła grunt, stacza się w otchłań. Jeśli tak zmarniały czas w ogóle może się jeszcze odwrócić, to tylko pod warunkiem, że świat „gruntownie” się odwróci, a to oznacza jedno: że tkwiąc już w otchłani, zdoła się z niej wydobyć. (ibidem) I tu powracamy do  odpowiedzi na postawione przez Holderlina pytanie – tak, po to są właśnie potrzebni poeci. To jedynie oni zdolni są odnaleźć trop zbiegłych bogów: Być poetą w czasie marnym oznacza więc baczyć w swym śpiewie na trop zbiegłych bogów, w czas Nocy Świata wypowiadać to, co święte (ibidem).

W najnowszym (2-2017) numerze dwumiesięcznika Topos (z tym najnowszym mogę się mylić, ale do mojej bezludnej, podkościerskiej wyspy, Topos dociera mocno spóźniony, przywożony przez Piętaszka, żonę) opatrzonym tytułem: na co poeci?/światło jaśnie gość, pomieszczeni w dwumiesięczniku autorzy, zazwyczaj również poeci, próbują swej ważności, swego wywyższenia przez największego z nich, dowieść, i nawet jeśli my, czytelnicy, często za „czas marny” skłonni jesteśmy winić niedorastającą do tego epokowego zadania poezję, to akurat w wypadku sopockiego periodyku, ukazującego się już prawie 25 lat, odmówić jemu dobrych intencji nie możemy. Powszechne przekonanie: zdmuchnięte niebo i zdmuchnięty dom, które wyraziła w swoim wierszu Szepty Gabriela Gruszka-Zych, nie jest w wypadku Toposu czczym biadoleniem. Autorzy, którzy z dwumiesięcznikiem współpracują, nie stąpają utartym przez liberalny permisywizm szlakiem, lecz odważnie wytyczają w literaturze nowe ścieżki, przygotowują nową siedzibę dla Boga, poszerzając nasz cywilizacyjny topos: Dokądże bowiem miałby się udać, wracając?(Bóg). Dokąd miałby przyjść, gdyby nie było siedziby przygotowanej przez ludzi? (M. Heidegger, ibidem)

Czy może dziwić, że w piśmie poetów (i naszym, czytelników), chcą oni zakreślić granice swojego toposu, opisać gniazdo z którego się wywodzą, by móc je w chwilach trudnych próbować odnaleźć, niczym ów jerzyk z zapisków Wojciecha Kassa, który: Stuka i stuka w pień szybko, a potem wolno, coraz wolniej, aż jego serce pęka jak polny dzwoneczek, lecz kto je słyszy?[…] Stuka dzióbkiem, popadając w coraz większą rozpacz i ptasią smutę, która tę rozpacz zwielokrotnia, podczas gdy, jego serce gryzie coraz większa tęsknota za gniazdem.

A gdy owo gniazdo znajduje się w bezdennej otchłani opuszczone przez  bogów, czyż nie jest zadaniem poety szukać dróg z tej jaskini ciemności ku światłu? Czy Mehr light Goethego, nie jest wyrazem rozpaczy, że nie udało mu się wyprowadzić nas, czytelników z owej czeluści?

Za: Gazeta Swiętojańska